Przegrał z rakiem, wygrał życie.

Często mówi się tak, że doceniamy coś dopiero wtedy jak to stracimy. Często udaje się nam zrozumieć człowieka dopiero wtedy, gdy na zawsze odejdzie. Dopiero wtedy pochylamy się nad tym co on chciał nam przekazać lub jaką wartość wnosił lub mógł wnieść w nasze życie, gdybyśmy wcześniej przejrzeli na oczy.
W ostatnim czasie zmarł ksiądz Jan Kaczkowski. Człowiek, który mimo ciężkiej choroby, czynił Wielkie Dzieła. Człowiek, który założył i prowadził hospicjum w Pucku, który walcząc z rakiem mózgu popełnił książkę, która stała się bardzo popularna, który w tym czasie aktywnie działał na różnych płaszczyznach głosząc Ewangelie, w tym wykorzystując nowe media choćby poprzez prowadzenia bloga, a także aktywnie pomagał chorym ludziom w ich cierpieniu.  Osobiście nigdy wcześniej nie wgłębiałem się w to co robi ksiądz Janek, choć podziwiałem Go za to, że miał tyle siły, zawsze wyrażał swoje zdanie i zawsze był radosny. Jak to zwykle bywa, po śmierci znanej i cenionej osoby, wszyscy o tym mówią, umieszczają cytaty czy informacje odnośnie tej osoby na swojej tablicy na Facebooku oraz zapalają wirtualną świeczkę. 
Zauważyłem, że po śmierci księdza Jana wyrazy refleksji pojawiały się na tablicach, blogach czy stronach internetowych także u osób deklarujących się jako ateiści czy nawet przeciwnicy kościoła. 
Dotarło do mnie, że niezależnie w jakiej jestem obecnie sytuacji i niezależnie od tego z jakimi problemami się zmagam, powinienem odnaleźć swoja misję życiową i dążyć do tego, żeby zostawić coś światu lub choćby małej jego części po swoim odejściu. Może to, że dotyka mnie lub Ciebie jakiś problem czy osobiste ograniczenie jest po to żeby pomóc innym, którzy borykają się z tym samym, może to jest po to, aby ich lepiej zrozumieć? Oczywiście nie twierdzę, że jakaś choroba czy cierpienie jest dobre, ale że jeżeli coś złego się nam przytrafi, to może warto to czym prędzej zaakceptować i docenić fakt, że do tej pory było dobrze, a następnie skupić się na tym jak i gdzie można to wykorzystać w dalszym życiu do zmiany siebie lub pomocy innym ludziom. Ksiądz Jan stworzył duże dzieła i zostanie przez wiele osób zapamiętany, a owoce tej pracy będą widoczne jeszcze długo po Jego śmierci. Może Twoja czy moja misja jest mniej „prestiżowa”? Może masz być po prostu dobrym ojcem i jak najlepiej wychować swoje dziecko, które później dostanie do zrealizowania jakieś większe zadanie? Może masz być biznesmenem, który zapewni dobre warunki pracy dziesięciu, a może dziesięciu tysiącom osób?
Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, aby zapytać samego siebie o swoją misję, a następnie zrealizować ją tak, aby zostawić po sobie dużo dobrego, a samemu posiadać poczucie sensu. Odkrycie tego dla większości z nas jest bardzo trudne. Może bardziej chodzi o to, aby siebie stworzyć niż odnaleźć?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *