Decyzja o tym, że nie robisz, to też decyzja – co będzie z tym pływaniem?

Stan zastany

Gdybym miał się zastanowić, która dyscyplina w triathlonie jest moją najsłabszą, to musiałbym powiedzieć, że każda poza regeneracją. Regeneracja to nieoficjalnie czwarta dyscyplina:) Tak na poważnie, to wskazówka wskazuje na pływanie. Nigdy za dzieciaka nie nauczyłem się porządnie pływać. To wielka szkoda, bo dzieciom przychodzi to z dużo, ale to dużo większą łatwością. Potrafiłem jako tako unosić się na wodzie. Kiedy w 2017 zdecydowałem się na wystartowanie w IRONMAN 70.3 w Gdyni, ledwo co sobie wyobrażałem, że jestem w stanie przepłynąć 1.9 km w morzu. Dodatkowo pływanie odbywało się w pralce stworzonej przez innych zawodników wśród meduz i fal. W zasadzie przy bardzo kiepskiej nawigacji było to ponad 2 km. Jak wyszedłem z wody, to już byłem zwycięzcą:) Było minęło, nie ma co roztrząsać. Dwa kilometry w wodach otwartych dla osoby bez dobrej techniki pływania to wyzwanie. Cztery kilometry dla takiej osoby to wpierdol zarówno fizyczny jak i mentalny. Generalnie basenu nigdy specjalnie nie lubię/lubiłem. Jeszcze w lutym na pewno nie lubiłem, teraz jestem na pograniczu, także pewnie niebawem się wyjaśni.

Szukanie plusów

Po wykrzesaniu ostatnich pokładów motywacji w tym sezonie A.D 2020 udało mi się trzy razy przepłynąć po 2km z dwoma, trzema krótkimi przerwami na basenie, co uznałem za mój osobisty sukces. Oczywiście, ludzie zajmujący się tym sportem na co dzień oraz wszelkiej maści trenerzy jednogłośnie stwierdzili, że to kropla w morzu. Z racji tego, że szukam dla siebie ratunku postanowiłem rzutem na taśmę zapisać się na weekendowe warsztaty pływackie do grupy TriWise w Krakowie. Podchodziłem do tego trochę sceptycznie, gdyż nie wierzyłem, że można zrobić coś w weekend z moją techniką, biorąc pod uwagę moje wcześniejsze próby podbicia tej dyscypliny sportu. 

Decyzja o zmianie

W głowie cały czas pojawiała się myśl, że jakoś to będzie i skoro do tej pory nie zatrybiło, to już nie zatrybi. Po co burzyć już to co się ma i zaczynać od początku jak już trochę wytrzymałości na tej koślawej technice się zbudowało. Praca nad techniką nie wydawała się seksowna i odraczałem to w czasie. Jednak to, że będziemy udawać, że problemu nie ma, nie spowoduje, że on zniknie. To, że się za coś nie bierzemy oznacza, że też podjęliśmy jakąś decyzję. Najczęściej nawet błędna decyzja jest lepsza niż żadna. Żadna oznacza najczęściej brak bezpośredniego wpływu i ucieknie od odpowiedzialności. Skutki niepodjęcia działania na pewno pojawią się w przyszłości. Lepsze? Gorsze? Różne. Częściej jednak gorsze!

Ok, trzeba było brać byka za rogi. Subiektywnie patrząc trafiłem do najbardziej początkującej, ale zarazem ambitnej grupy. Pierwsza myśl, skoro tak zostałem oceniony, to nie mam czego szukać na pełnym dystansie triathlonu. Druga myśl, skoro tak mnie ocenili, to muszę pracować jeszcze ciężej. Na szczęście druga myśl została ze mną do końca warsztatów. 

Obecnie ciężko przewidzieć finalny rezultat zmiany mojego stylu z “dramatu” na ten przypominający kraula, jednak subiektywne odczucie tej zmiany wywarło na mnie niewiarygodnie pozytywne odczucie. Po 3 dniach pracy moja pozycja w wodzie wydaje się być dużo bardziej prawidłową, udało się zsynchronizować nogi z rękami i popracować trochę nad czuciem wody. Mam wrażenie, że dużo bardziej kontroluję moje pływanie niż było to wcześniej. Jest dużo spokojniejsze, a mimo to szybsze. Na razie mogę to ocenić tylko na krótkich 25 i 50 metrowych odcinkach, gdyż utrzymanie tej pozycji i techniki wymaga ode mnie bardzo dużego skupienia. Chwilowe pomyślenie o czymś innym i zbaczam z odpowiedniego toru. Obecnie 50m odcinek jest dla mnie porównywalnie męczący niż wcześniejsze 500m, ale to za sprawą dłuższego wyleżenia, a co za tym idzie mniejszej ilości oddechów oraz faktem, że w “nowej” technice mięśnie trochę inaczej pracują. No dobra w moim przypadku miejsce na mięśnie:) Teraz pozostaje szlifowanie techniki na krótkich odcinkach, zaufanie wskazaniom Piotrka i cierpliwość.

 Do zapamiętania z teorii, to co najważniejsze w przypadku pływania z różnymi w tym czasowymi ograniczeniami. Hierarchia jest następująca:

  1. Częstotliwość
  2. Objętość
  3. Intensywność

Po krótkiej euforii związanej z tym, że pływanie idzie w dobrą stronę przez jakiś czas udało się regularnie chodzić na basen, później znowu z częstotliwością było gorzej i plan był taki, żeby teraz trochę “nadrobić”, bo to już ostatni dzwonek. A tu panujący koronawirus sprawił, że baseny są zamknięte…

Systematyka to klucz

To co miałeś zrobić dzisiaj, zrób dzisiaj, jutro już może nie być szansy tego nadrobić – taką lekcję właśnie wynoszę z zaistniałej sytuacji, a stres się pogłębia, bo nie wiem czy zdążę jeszcze z tym pływaniem? Pozostaje obecnie biegać i kręcić korbą oraz czekać na poprawę sytuacji lub kupić ciepłe majtki do jeziora:) Niektórzy pewnie wykonują ćwiczenia uzupełniające na gumach, ale to raczej na podtrzymanie formy. W przypadku gdy nie było formy, chyba na niewiele się to zda:)

Wybierz swoje przejebane

Jak to mówi Mistrz R.M wybierz swoje “przejebane”. W życiu i tak mamy przejebane. Bycie biednym jest przejebane, ale tak samo przejebane jest zarabianie i budowanie biznesów. W tym przypadku systematyczne chodzenie na basen i nauka pływania jest przejebana, ale stres na starcie związany z niepewnym przygotowaniem też jest przejebany. Wybierz swoje przejebane, bardziej korzystne dla Ciebie:)

Moje zastrzeżenie: ” Treść powyższego wpisu jest wynikiem wyłącznych obserwacji i doświadczeń autora. Nie wszystkie informacje muszą być poparte badaniami naukowymi. Przed użyciem powyższych treści skonsultuj się ze swoim zdrowym rozsądkiem lub bierz w ciemno i działaj. Decyzja należy do Ciebie. ” 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *